PRZEZ DŁUŻSZY FAKT

Kiedy z kimś obcujemy przez dłuższy czas, wiemy, że pewien charakterystyczny grymas u niego oznacza irytację, podczas gdy inny grymas — zachwyt. Trzeba więc obok powszechnego języka emocji znać ję­zyk indywidualny — nauczyć się osobno języka każdej osoby. Zwykle uczymy się języka emocji naszych bliskich. Badania Landisa zwracają uwagę na konieczność roz­różnienia między ekspresją mimowolną, będącą automa­tycznym następstwem przeżywanych emocji, a ekspresją dowolną wynikającą z zamierzonego oddziaływania na mięśnie twarzy. Na tę samą różnicę zwracają uwagę dane uzyskane z badań nad rozwojem mimiki. U niemowląt mimika jest stosunkowo uboga. U dziesię­cioletniej dziewczynki niewidomej i głuchej Goodenough stwierdziła wyraźnie wykształcone schematy mimiczne niemal wszystkich rodzajów opisywanych na skali eks­presji Woodwortha i Schlosberga. Znaczyłoby to, że sche­maty mimiczne mają charakter wrodzony. Według obser­wacji innych autorów niewidome dzieci mają małą zdol­ność kształtowania wyrazu mimicznego w sposób dowolny, ale spontaniczne wyrazy uczuć są takie same jak u widzą­cych; mimika dzieci widzących staje się z wiekiem co­raz bardziej wyrazista i bogata, natomiast mimika dzieci niewidomych albo nie ulega zmianie, albo ubożeje (cyt. Woodworth i Schlosberg, op. cit., s. 197—198). Tak więc na kształtowanie się wyrazu mimicznego na­kłada się wpływ trzech różnych czynników:wrodzone, gatunkowo uwarunkowane schematy mi­miczne odpowiadające określonym stanom emocjonalnym;  nabyte, wyuczone, społecznie ustalone sposoby obja­wiania uczuć — podlegające dowolnej kontroli;   indywidualne właściwości ekspresyjne nadające ga­tunkowym i społecznie nabytym formom wyrazu mimicz­nego cechy specyficzne i właściwe tylko określonej jed­nostce.

CHARAKTERYSTYCZNY REPERTUAR

Natomiast stwierdzono, że każda z osób miała pewien charakterystyczny repertuar reakcji mimicznych powta­rzających się w różnych sytuacjach: zamykanie oczu, sze­rokie otwieranie oczu, marszczenie czoła, otwieranie ust itd. Te wyniki pozostają w sprzeczności z danymi uzyska­nymi w badaniach poprzednio cytowanych i z poglądem potocznym.Co się tyczy sprzeczności z poprzednio cytowanymi ba­daniami — to pewne światło na jej przyczynę rzuca wynik próby, jaką wykonał Landis z trzema spośród swoich osób badanych. Otóż prosił on, aby spróbowały one odegrać niektóre z emocji doznawanych w trakcie eksperymentu (uczucia religijne, wstręt, strach itd.). Oka­zało się, że pozowane emocje odpowiadały pod względem mimicznym typowym, powszechnie przyjętym formom ekspresji, ale wcale nie były zgodne z tym, co ta sama osoba okazywała wtedy, gdy wywołano u niej daną emocję w sposób rzeczywisty. Tak więc należałoby odróżnić po­wszechnie przyjmowane konwencje mimiczne, jako uzna­ne sposoby wyrażania emocji, od autentycznej mimiki emo­cji powstającej jako odpowiedź na autentyczne emocje. Opinia, że można odczytywać emocje na podstawie mi­miki, jest trafna, jeśli odnosi się do konwencjonalnych wyrazów mimicznych, do tego swoistego języka mimiki, którym ludzie posługują się intencjonalnie dla zakomuni­kowania sobie postaw, intencji, uczuć. Być może, to po­toczne stwierdzenie jest również prawdziwe w odniesieniu do naturalnej mimiki, pod warunkiem, że chodzi o osoby dobrze znane.

PRÓBY USTALENIA

Słuchanie muzyki, czyta­nie Biblii wywoływało u badanych objawy odprężenia widoczne w postawie, sposobie siedzenia itp. Natomiast oglądanie pornograficznych zdjęć, słuchanie opisu swego niewłaściwego czynu wywoływały napięcie zaznaczone w sztywności ruchów, napinaniu się mięśni twarzy i ca­łego ciała, w postaci nerwowego śmiechu.W odpowiedzi na pewne bodźce, takie jak niespodzie­wany huk, silny dźwięk przeszkadzający w obliczaniu, zapach amoniaku — pojawiały się ruchy ciała (poruszanie się na krześle, podskok, podrzucanie ramion, wstrząs ca­łego ciała).Rezultatem bólu i hałasu były zaburzenia w wykony­waniu czynności, takie jak dezorganizacja liczenia, nie­zręczność przy dekapitacji szczura itp. Wystąpiły też spe­cyficzne formy reagowania: ciskanie przekleństw, płacz, śmiech, zerwanie elektrod i rzucenie nimi w stronę eks­perymentatora itp.Landis fotografował swoje osoby badane w trakcie eks­perymentu. Aby ułatwić obiektywny pomiar reakcji mi­micznych, główne grupy mięśni twarzy jeszcze przed eksperymentem zaznaczał węglem. Pozwalało to póź­niej – na fotografiach — zmierzyć przesunięcia, jakie następowały na skutek skurczów mięśni przy różnych stanach emocjonalnych. Próby ustalenia, jakie grupy mięśni reagują przy po­szczególnych rodzajach emocji, dawały wynik negatywny. Wbrew oczekiwaniom nie można było opisać typowej mi­miki strachu, zażenowania czy innych (jeżeli przez typo­wą rozumieć mimikę powtarzającą się u większości ba­danych osób). Należy podkreślić, że nie tylko nie udało się znaleźć typowych odpowiedników mimicznych dla poszczególnych sytuacji, które klasyfikowano jako budzące strach, zaże­nowanie itp., ale również nie znaleziono odpowiedników mimicznych dla stanów emocjonalnych, tak jak je opi­sywały badane osoby (tj. dla wszystkich przypadków, w których osoby badane stwierdzały u siebie np. strach, wstręt itp.).

PRZEPROWADZONE BADANIA

Zarówno treść, jak i wielkość reakcji emo­cjonalnej zależy przecież od tego, jak i w jakim stopniu to, co się dzieje, człowieka osobiście dotyczy. Chcąc prze­łamać tego rodzaju trudności, niektórzy psychologowie sięgnęli do nader drastycznych sposobów. Istnieją w lite­raturze psychologicznej opisy badań, w których posługi­wano się środkami wywołującymi autentyczne, silne emo­cje. Do najbardziej znanych należy eksperyment Landisa (Crafts i in., 1938, rozdz, VII).Swój eksperyment przeprowadził Landis w latach dwu­dziestych (opublikowany w 1924 r.). Jest on niewątpliwie brutalny. Ale właśnie dzięki temu wywołał rzeczywiste emocje. Landis poddał badaniu dwadzieścioro pięcioro mężczyzn i kobiet, którzy zgłosili się ochotniczo. Większość tych osób miała jakiś kontakt z pracą w laboratorium psycholo­gicznym (asystenci, studenci, pracownicy laboratoryjni itp).Trzeba przyznać, że ten, kto został poddany serii tego rodzaju zabiegów, musiał doświadczyć porządnych emocji. Nie można chyba wątpić, że były to emocje jak najbar­dziej autentyczne, a nie „laboratoryjne”. Nasuwa się na­wet podejrzenie, czy autorzy eksperymentu nie poszli czasem zbyt daleko w swoim dążeniu do realizmu i praw­dy naukowej. Ale bez względu na to, co by można sądzić o humani­stycznej stronie tego badania, trzeba zapoznać się z jego rezultatami. Jakież więc były skutki zastosowanych czyn­ników? Objawy, które zaobserwowano, można zaliczyć do kilku klas. Jedne z tych objawów można opisać na konti­nuum: napięcie—odprężenie.

INTERPRETACJA WYMIARÓW

Nasuwa też wątpliwości fakt, że maksimum przykrości wypada przy mimice gniewu, a nie przy mimice cierpienia. Trzeci z wymiarów Schlosberga nie budzi wątpliwości; odpowia­da on wyróżnionemu poprzednio przez nas wymiarowi „stopień podniecenia”. Nie jest tylko pewne, czy rzeczy­wiście przy dodatnich emocjach nie jest możliwe osiąg­nięcie bardzo wysokiego stopnia podniecenia (bardzo wy­sokiego pobudzenia emocjonalnego) odpowiadającego pod­nieceniu charakterystycznemu dla emocji negatywnych. Potoczne obserwacje wskazywałyby na coś innego.Wydaje się, że tę interpretację wymiarów mimicznych należy uważać za propozycję wymagającą dalszej analizy. Czy wyniki badań Schlosberga można interpretować jako argument na rzecz tezy, że poszczególne emocje mają trwale przyporządkowane wyrazy mimiczne oraz że za po­mocą prawidłowo skonstruowanej skali wyrazy te da­dzą się z dużą dokładnością odczytywać?Niezupełnie. Badania Schlosberga opierały się na upo- zowanych fotografiach, w związku z tym należałoby za­pytać, czy objawy autentycznych emocji dadzą się tak samo interpretować.Ekspresja autentycznych emocji. Badanie autentycz­nych emocji nasuwa jednak poważne trudności. Skąd bo­wiem można wziąć dostatecznie liczne, dostatecznie zróż­nicowane fotograficzne dokumenty reakcji emocjonalnych? W jaki sposób można skłonić człowieka, by przeży­wał rzeczywiste emocje, nie ingerując w istotny sposób w jego życie?

POWODZENIE BADAŃ

Powodzenie badań opartych na skali Schlosberga wska­zuje, że założenie o istnieniu kontinuum podobieństwa między różnymi pozami mimicznymi oraz wyodrębnienie dwóch wymiarów tych póz opiera się na słusznych prze­słankach.W późniejszych pracach Schlosberg uzupełnił swój schemat trzecim wymiarem, który określił jako wymiar intensywności, wyrażający poziom aktywacji. Krańcami tego wymiaru jest z jednej strony sen, a z drugiej — na­pięcie (tension). Wymiar ten przebiega skośnie do płasz­czyzny, na której usytuowane są dwa poprzednio wymie­nione, tak że maksimum napięcia koreluje dodatnio ze sta­nem przykrości (Schlosberg 1954). Przypatrzmy się dokładnie tym trzem wymiarom: Pierwszy: przyjemność—przykrość, odpowiada powszech­nie przyjmowanej charakterystyce emocji jako zjawiska biegunowego o dodatnim lub ujemnym znaku. W charak­terystyce emocji przedstawionej w poprzednich rozdzia­łach była o tym mowa (patrz: rozdz. I. § 1). Dużo trudniej­sza jest interpretacja drugiego wymiaru: przyjęcie (uwa­ga) odrzucenie. Charakteryzując ten wymiar Schlosberg powiada, że uwaga (ang. attention, tłumaczone tu jako „przyjęcie”) charakteryzuje się maksymalnym nastawie­niem i przygotowaniem receptorów na odbiór bodźców (jak przy zaskoczeniu, zdziwieniu), natomiast odrzucenie ma wyrażać „zamknięcie dróg” przed nadchodzącymi bodź­cami, jak przy objawach pogardy, wstrętu . Nasuwa się jednak wątpliwość, czy koncep­cja gotowości receptorów dobrze opisuje przedstawione fakty. Wynikałoby z niej, przy założeniu kolistości skali, że ekspresja miłości nie wywołuje nastawienia recepto­rów na odbiór bodźców — maksimum natężenia miłości odpowiada zero na skali „przyjęcie—odrzucenie”.

PIERWSZA PRÓBA

Pierwszą próbę takiej skali przedstawił Woodworth. Została ona poprawiona przez Schlosberga (Woodworth i Schlosberg, op. cit., s. 189 i nast.; Schlosberg, 1952).Skala Schlosberga ma charakter kolisty. Obejmuje ona sześć głównych kategorii: 1. Miłość, radość, szczęście. 2. Zdziwienie. 3. Cierpienie, strach. 4. Zdecydowanie, gniew. 5. Niesmak. 6. Lekceważenie.Im większa odległość między pozycją na skali — tym mniejsze podobieństwo odpowiednich wyrazów mimicz­nych; ponieważ jednak skala ma kształt kolisty, po pun­kcie 6 następuje punkt 1, czyli że są to wyrazy pokrewne. Według Schlosberga na tej płaszczyźnie kolistej można opisać pozy mimiczne za pomocą dwóch współrzędnych charakteryzujących dwa zasadnicze wymiary emocji: przyjemność—nieprzyjemność (od p. 1 do p. 4) przyjęcie—odrzucenie (od p. 2,5 do p. 5,5)Posuwając się wzdłuż osi od obwodu do środka, opisu­jemy coraz słabsze natężenia danego wyrazu mimicznego, w środku znajduje się punkt zerowy — neutralny. Posu­wanie się wzdłuż tej samej osi w kierunku obwodu ozna­czać będzie wzrost natężenia wyrazu przeciwnego. Dysponując tego rodzaju skalą, Schlosberg przeprowa­dził szereg badań, w których wymagano od osób bada­nych posortowania zdjęć w oparciu o dostarczoną im skalę. Stwierdził, że błędy oceny wahały się w niezbyt szerokim zakresie. Zgodność oceny zależała od natężenia danego wyrazu mimicznego, czyli od położenia danego obrazka na osiach; im bliżej obwodu znajdował się (tj. im większe natężenie ekspresji) — tym większa trafność ocen.

ZBIEŻNOŚĆ OKREŚLEŃ

W niektórych przypadkach istniała jednak zbieżność określeń. Tak np. grupa licząca tysiąc trzysta osób bada­nych uzyskała podobne rezultaty (patrz: tab. 4). Zważywszy, iż badani musieli wybierać określenia z listy liczącej 18 nazw, stwierdzony procent zgodności znacznie przewyższa wynik, który można by uzyskać loso­wo, i wskazuje, że rysy wyodrębnione przez Piderita dość dobrze odpowiadają poszczególnym emocjom.Analogiczne badania przeprowadzano przy użyciu foto­grafii aktorów przybierających różne pozy mimiczne. Langfeld stwierdził, że liczba trafnych ocen uczuć, które aktor chciał wyrazić, waha się od 17% do 58% (por. Woodworth, Schlosberg, op. cit.), a więc nie jest większa od trafności ocen profili Piderita. Stwierdzono także, iż pouczenie i wprawa mogą polepszać wyniki ocen (op. cit., s. 178; por. też Kalina, 1960).Skala wyrazu mimicznego. W tych i podobnych ekspe­rymentach oceny wyrazu twarzy dokonywane przez ba­danych miały charakter jakościowy; klasyfikowano je dychotomicznie (jako trafne bądź nietrafne).Taka procedura nie liczy się z tym, że pewne pozy są do siebie podobne. W cytowanym eksperymencie z pro­filami Piderita okazało się, że wiele osób określiło wy­raz twarzy mający oddać zaskoczenie — nazwą „zdu­mienie”; nie jest to jednak duży błąd, oba wyrazy twarzy mają ze sobą wiele wspólnego. Nasuwa się myśl, że po­szczególne pozy mimiczne nie są jakościowo odrębnymi konfiguracjami, że można by je ułożyć na pewnym konti­nuum i zbudować skalę wyrazu mimicznego.

CZYNNIKI WRODZONE

Jak się okazało, takie twierdzenie jest tylko częściowo prawdziwe, zdeterminowany przez czynniki wrodzone. Dowodzą tego liczne obserwacje i badania. Wiele z tych badań dotyczyło ego, czy i w jakim stopniu człowiek jest w stanie trafnie rozpoznawać mimiczne reakcje innych ludzi. Do badań tych stosowano trzy rodzaje materiału: schematy reakcji mimicznych, pozowane fotografie, fotografie osób przeży­wających autentyczne emocje.Badania, w których posługiwano się schematem reakcji mimicznych, oparły się na założeniu sformułowanym je­szcze przez anatoma niemieckiego Piderita (1859), że wy­raz mimiczny da się scharakteryzować za pomocą kilku elementarnych ruchów wyrazowych (Woodworth i Schlo- sberg, 1963, t. 1, s. 173). Piderit sporządził wiele rysunków schematycznych. Na podstawie tych rysunków Boring i itehener zrekonstruowali wymienne rysy twarzy i kom­binując te rysy uzyskali 360 wariantów wyrazów mimicz­nych. Okazało się, że każdy wariant wydaje się osobom które go oglądają, naturalny. Kiedy jednak trzeba było nazwać emocję wyrażoną przez dany układ rysów, okazało   się, ze występują między oceniającymi dość duże roz­bieżności, np. twarz mającą, według intencji badaczy, wyrażać pogardę opisywano takimi pojęciami, jak upór nieuwaga, dezaprobata, lekceważenie, niesmak; najwięcej osob, bo 34%, użyło jednak określenia „pogarda”.

POZY MIMICZNE

Po­wstaje pytanie, jaka jest współzależność między wyrazem mimicznym a stanem emocjonalnym, czyli innymi sło­wy — jakie prawidłowości rządzą powstawaniem mimicz­nych reakcji emocjonalnych?Badania nad mimicznym wyrazem emocji podjęto już blisko sto lat temu. Jedno z pierwszych pytań, jakie sobie zadawano, dotyczyło kwestii: dlaczego u człowieka w stanie emocji zmienia się w charakterystyczny sposób napięcie różnych mięśni twarzy?Klasyczną próbą odpowiedzi na to pytanie była teoria Darwina wyłożona w pracy Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt (1872). Darwin wysunął hipotezę, wedle której ruchy mimiczne wykształciły się z ruchów użytkowych. Innymi słowy — to, co teraz stanowi objaw emocji, kie­dyś było reakcją mającą określone znaczenie przystoso­wawcze. Ruchy mimiczne, powstałe z przekształcenia ruchów użytkowych, stanowią osłabioną formę ruchów użytkowych (np. odsłanianie zębów w gniewie jest pozo­stałością reakcji, w których zęby używane były w walce) lub przeciwieństwo ruchów użytkowych (np. rozluźnienie mięśni twarzy — uśmiech, jako wyraz życzliwości — jest przeciwieństwem napięcia mięśni charakterystycznego dla uczuć nieprzyjaznych), lub też formę zachowania ruchów towarzyszących pobudzeniu emocjonalnemu (drżenie ciała spowodowane napięciem mięśni przy mobilizacji orga­nizmu na przykład do ataku). (Por. Szewczuk, 1966, t. 2, s. 69). Według Darwina mimika opiera się na mechanizmach wrodzonych i jest zdeterminowana gatunkowo. Wynika stąd, że reakcje mimiczne powinny być na stałe „przypo­rządkowane” określonym emocjom. Poznanie tego przy­porządkowania umożliwiłoby odczytanie emocji na pod­stawie mimiki.